- Oh, Ana, przecież jestem psychiczna nie? - zaśmiałam się i uniosłam brew. To całkiem zabawna historia jak tutaj się znalazłam. Złapała mnie za ramie ściskając je mocno i zaciągnęła w stronę schodów przeciwpożarowych. Kto stawia schody przeciwpożarowe w takim miejscu? Chociaż większość tych ludzi stąd jest na takich prochach, że lewo co widzą na oczy. Mamroczą tylko coś pod nosami albo siedzą na świetlicy patrząc się pustym wzrokiem w talie kart lub w ścianę. Rzeczywiście bardzo interesujące. Nie ma tu nawet z kim porozmawiać, chociaż na drugim piętrze jest jedna dziewczyna którą widzę codziennie na stołówce, Jest strasznie wychudzona, ale zawsze kiedy przechodzę obok niej uśmiecha się ciepło. Ma chyba na imię Cora z tego co słyszałam jak pielęgniarka kolejny raz się na nią wydzierała, że nic nie je. Anastasia zaprowadziła mnie do dr. Woodey. Jest to bardzo miła wysoka i szczupła kobieta, ma brązowe proste włosy i troszeczkę szpiczasty nos. Usiadłam, raczej zostałam zmuszona usiąść, na przeciwko mojej pani doktor, która tak samo jak Ana patrzyła na mnie gniewnie.
- Mogę wiedzieć czemu tutaj przyszłam? - zapytałam siadając wygodniej. Widziałam kątem oka jak pielęgniarka aż robi się cała czerwona ze złości. 1:0 dla mnie ha!
- Nie wzięłaś wczorajszej dawki leków, zresztą znowu wymykasz się na dach, dostałam dużo skarg na ciebie Chrissy, co się z tobą dzieje? - zapytała, kręcąc głową.
- Nie będę brać jakiś leków, po których będę chodzić jak zombie i gapić się tylko w ścianę. - prychnęłam.
- Chodzi tylko o leki nasenne. - westchnęła.
- Nie mogę spać! - pokręciłam głową, zagryzając wargę.
- Dlaczego? - zapytała Ana.
- One wrócą. - wyszeptałam czując jak robi mi się duszno a moje serce zaczyna szybciej bić. Momentalnie dłonie zaczęły mi się trząść a moja klatka piersiowa jakby przygniata mi wszystkie narządy wewnętrzne, które się pod nią znajdują.
- Co wróci? - zapytała zbita z tropu lekarka, patrzała w inna stronę, ale gdy mnie zobaczyła od razu zerwała się z krzesła i podeszła szybko do mnie. - Chrissy oddychaj, spokojnie, nic ci się nie stanie, uspokój się.
- One wrócą. - wymamrotałam, łzy napłynęły mi do oczu, a obraz mi się całkiem rozmazał. Poczułam dreszcze, które przechodzą całe moje ciało. - Nie chce! - krzyknęłam i wstałam, tylko, że nogi pode mną się ugięły i upadłam na podłogę, zahaczając dłonią o wazon, który stał zaraz obok. Na którego zresztą spadłam.
- Mogę wiedzieć czemu tutaj przyszłam? - zapytałam siadając wygodniej. Widziałam kątem oka jak pielęgniarka aż robi się cała czerwona ze złości. 1:0 dla mnie ha!
- Nie wzięłaś wczorajszej dawki leków, zresztą znowu wymykasz się na dach, dostałam dużo skarg na ciebie Chrissy, co się z tobą dzieje? - zapytała, kręcąc głową.
- Nie będę brać jakiś leków, po których będę chodzić jak zombie i gapić się tylko w ścianę. - prychnęłam.
- Chodzi tylko o leki nasenne. - westchnęła.
- Nie mogę spać! - pokręciłam głową, zagryzając wargę.
- Dlaczego? - zapytała Ana.
- One wrócą. - wyszeptałam czując jak robi mi się duszno a moje serce zaczyna szybciej bić. Momentalnie dłonie zaczęły mi się trząść a moja klatka piersiowa jakby przygniata mi wszystkie narządy wewnętrzne, które się pod nią znajdują.
- Co wróci? - zapytała zbita z tropu lekarka, patrzała w inna stronę, ale gdy mnie zobaczyła od razu zerwała się z krzesła i podeszła szybko do mnie. - Chrissy oddychaj, spokojnie, nic ci się nie stanie, uspokój się.
- One wrócą. - wymamrotałam, łzy napłynęły mi do oczu, a obraz mi się całkiem rozmazał. Poczułam dreszcze, które przechodzą całe moje ciało. - Nie chce! - krzyknęłam i wstałam, tylko, że nogi pode mną się ugięły i upadłam na podłogę, zahaczając dłonią o wazon, który stał zaraz obok. Na którego zresztą spadłam.
~*~
Przechadzałam się po korytarzu, nudząc się, czyli to co zwykle. Usiadłam w holu i poczekałam na Core. Miała zaraz przyjść. Nagle drzwi frontowe się otworzyły a w nich stanął wysoki chłopak i jeden z lekarzy, był to chyba dr. Hemmings. Nie miałam z nim nigdy terapii, ale słyszałam, że jest dobrym lekarzem.
- Chrissy, chodź tu na chwilę. - powiedział do mnie doktor, a ja tylko rozszerzyłam bardziej oczy. Skąd on mnie do cholery zna?! Podeszłam do niego niepewnie. - Chrissy to Luke, Luke to Chrissy.
- Um, hej? - zapytałam bardziej podając mu dłoń. On spojrzał na moją dłoń a zaraz ponownie na moja twarz.
- Cześć. - rzucił i wystawił w moją stronę rękę, która tak się trzęsła, że ledwo powstrzymałam, aby nasze złączone dłonie się nie trzęsły. Spojrzałam w jego oczy, były całe czerwone, a i jeszcze jego źrenice były rozszerzone. Nagle poczułam jak moja dłoń zaczyna być ciśnięta, przez Luke'a... Serce zaczęło mi bardziej bić, a raczej walić. Gdy chciałam drugą dłonią go odepchnąć, blondyn złapał mnie za nadgarstek mocno go ściskając. Zacisnęłam mocniej wargi by wytrzymać i być silna, ale panika wzięła górę. Przeraźliwy pisk wydobył się z mojego gardła, zbierając wszystkich lekarzy do holu. Natychmiast odepchnęli ode mnie Luke'a.
Luke POV's
Odepchnęli mnie od niej, całe szczęście. Ja, nie wiem co się ze mną dzieje! Ugh, już nigdy nie wezmę tego gówna! Spojrzałem na nią niepewnie i pierwsze co zobaczyłem to siniaki, cała sina dłoń i nadgarstek.
Kurwa.
Zaraz zobaczyłem jakąś panią podchodzącą do dziewczyny. Przytuliła ją, a brunetka całkiem sie rozkleiła. Widziałem jak się trzęsie, cała blednie i zaczyna sie trząść. Atak paniki.
- Wszystko dobrze, będzie dobrze. - mówiła lekarka spokojnie głaszcząc ją po plecach. - Chrissy, myślę, że powinnaś pójść spać.
- Co? Nie! Nie mogę zasnąć! - krzyknęła ledwo stojąc o własnych siłach. Jak to ona nie może zasnąć?
- Przepraszam kochanie. - powiedziała lekarka ocierając kciukiem jej łzy. Jakaś rudowłosa pielęgniarka podeszła do brunetki i wbiła w jej ramie jakaś igłę, wpuszczając jakieś lekarstwo do jej ciała.
- Nienawidzę cię. - wyszeptała zanim zamknęła oczy i zasnęła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz